Jeszcze parę słów o wyprawach
1. Rower
W sumie może być dowolny, na którym można w miarę polegać. Terenowe opony to nie jest najlepsze rozwiązanie na długie trasy, poza tym to przydają się błotniki (niestety pogoda jest różna, chociaż nam jak na razie sprzyjała) Bagażnik to jest podstawa (o plecaku raczej należy zapomnieć), na bagażnik sakwy, na to jeszcze karimatę, śpiwór itd... Jakby komu było mało miejsca można założyć bagażnik do przodu. Mała torebka na kierownicę to także nie jest zły pomysł. Naprawdę można się zdziwić ile rzeczy można zmieścić na rowerze...
2. Noclegi
My korzystamy ze schronisk młodzieżowych. To jest chyba jeden z najtańszych noclegów jaki można znaleźć (w 2002r. ok. 10zł za noc.) Niestety z roku na rok jest ich coraz mniej. Oczywiście można też z namiotem na dziko, (to jest na pewno najtańsze rozwiązanie) jednak dotychczas z tego nie korzystaliśmy. Poza tym jest też sposób "na litość" czyli "...przejechaliśmy dziś ... km, czy nie znalazłby się u pana/pani kawałek podłogi pod dachem?" który też przeważnie skutkuje.
3. Jazda
Warto zjechać z głównych dróg - jest z pewnością bezpieczniej i przyjemniej
(można jechać obok siebie i pogadać...) chociaż czasem trzeba nadłożyć trochę
kilometrów.
Mapy - najlepsze skale od 1:100000 do 1:300000 (zależnie od tego jak bardzo unika się
głównych dróg) Składania mapy dobrze jest podkleić przezroczystą taśmą klejącą - znacznie
przedłuża to jej życie.
Pytając o drogę dobrze jest potwierdzić u innej osoby uzyskane informacje,
bo czasem "troszkę" się różnią :-)
Uwaga na pieski przydrożne - są szybkie, ale na szczęście to krótkodystansowce. Mogą jednak
wykorzystać element zaskoczenia ;-)
4. Długie dystanse
Dla uściślenia chodzi tu odległości rzędu 150 - 200 km pokonywane jednego dnia. Mamy już trochę doświadczeń,
więc mogę coś o tym napisać...
Podstawowa sprawa to wyruszyć wcześnie (nam udaje się przeważnie
na 9 rano) żeby mieć jak najwięcej czasu na pedałowanie, bo jak się robi ciemno to jazda jest już mniej
przyjemna. Jeśli chodzi o przerwy to robimy je sobie co 20 - 25 km, a w okolicach 100km jakiś dłuższy
(1h) odpoczynek. A potem po setnym kilometrze (jak się przetrwa najgroszy okres od 70 do 90 km)
to już rower jakby "sam jechał" (czyżby siłą woli?). Jednak
następnego dnia pierwsze 50 km może być naprawdę ciężkie...
Szczególną uwagę należy zwrócić na nawigację, bo pomyłki mogą mieć poważniejsze skutki (dodatkowa
odległość, strata czasu itp...), co już parokrotnie przerabialiśmy.
do zobaczenia na trasie...